7 sposobów na wprowadzenie równowagi we własnym życiu

Przestawiając Wam 7 najskuteczniejszych sposobów na odzyskanie równowagi, pragnę na samym początku zaznaczyć, że są to sposoby, które zadziałały u mnie, więc nie stanowią one żadnej gwarancji, że pomogą każdemu.

Skuteczność takich metod zależy od różnych czynników:
• od tego jaką masz osobowość;
• czy kiedykolwiek wcześniej dbałeś o swoją równowagę i harmonię, czy tez zaczynasz świadomie właśnie teraz;
• czy stosujesz się już do jakichś zaleceń typu, „Więcej snu, mniej stresu, proszę zwolnić i zadbać o siebie”
• czy jesteś w sytuacji przymusowej, czyli musisz coś zrobić, aby odzyskać równowagę na przykład pomiędzy pracą a zdrowiem;
• jak dalece zatracona została równowaga, czyli z jak głębokiego „odchylenia” chcesz odzyskać równowagę albo inaczej z jak głębokiego dna chcesz się odbić, gdzie trzeba było spaść, żeby dopiero zobaczyć jak wygląda sytuacja i CHCIEĆ ją zmienić;
• czy Twojemu życiu coś zagraża – to jest „najłatwiejsza” sytuacja aby się za siebie zabrać, ponieważ motywacja sięga zenitu.




W tym procesie nie ma też co oczekiwać, że wracanie do stanu równowagi, będzie natychmiastowe, trzeba dać sobie trochę cierpliwości, co jest chyba jednym z najtrudniejszych wyzwań. Pamiętam siebie, jak nie mogłam wręcz znieść sytuacji w jakiej się znalazłam, szukałam jakiejś magicznej różdżki, aby natychmiast się coś zmieniło. Chciałam uciec od bólu, zwłaszcza tego mentalnego, którego źródłem nie było moje ciało, tylko serce. Umysł również nie odpuszczał, bo tak doszłam do wprawy w katowaniu się, że swoimi własnymi myślami dobijałam się najmocniej. W czasie kiedy jest tak trudno,, zazwyczaj wali się wszystko i na wszystkich frontach, bo po prostu jesteśmy człowiekiem, ciałem i duszą, umysłem i sercem i te wszystkie części są połączone, więc każda wpływa na każdą wywołując po prostu reakcje łańcuchowe.

Pierwszy KROK, bez którego nie możemy ruszyć dalej, to uspokoić to wszystko. „W mętnej wodzie nie zobaczysz kamieni na dnie”
Należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden bardzo ważny element: gdy tracimy równowagę właśnie na poziomie ciała, czyli ciało nas unieruchamia, kładzie do łóżka, to ZAWSZE wiąże się to z inną naszą „częścią”: emocjami czy umysłem.
Istnieją cztery filary człowieczeństwa, które razem stanowią jedność. Dopiero gdy wszystkie te elementy funkcjonują dobrze człowiek osiąga równowagę. Te cztery filary człowieczeństwa to:
• Fizyczność
• Umysłowość
• Emocjonalność
• Duchowość

Aby dojść do utraconej równowagi musimy działać na wszystkich poziomach równocześnie.
1. FIZYCZNOŚĆ

Zadbaj o ciało, zrób coś dobrego dla siebie: spacer, słońce, jakiś ruch czy woda dobrze Ci zrobi. Niektórym wystarczą spacery – na przykład dla mnie wielkim postępem było gdy zaczęłam spacerować i obserwować naturę. Inni powinni wyżyć się w jakimś mocnym, energicznym sporcie, jak np. intensywne bieganie, sporty walki – wszędzie tam gdzie jest duże dynamo. Dbanie o ciało może też przejawiać się w zmianie ubrań, na przykład na takie, które są wykonane z dobrej jakości materiału, bardzo miłe w dotyku, które nigdzie nie uwierają. Jednym słowem zacznij traktować siebie tak, jak małe dziecko, o które chcesz się z największą troską zaopiekować.

2. UMYSŁOWOŚĆ

Zadbaj o umysł, tutaj zdecydowanie najlepsze są medytacje. Warto wejść mocniej w temat i zdobyć wiedzę z zakresu jak funkcjonuje nasz umysł, jakim prawom podlega, jak możemy z nim pracować. Gdy zaczęłam zgłębiać ten temat przekonałam się, że wielu nauczycieli ma w swojej ofercie zajęcia medytacyjne na różnych poziomach zaawansowania, jednak ponieważ pragnęłam dogłębnej przemiany zdecydowałam się na najbardziej ekstremalne warsztaty jakie znalazłam. Grupa uczestników liczyła 120 osób. Zajęcia skupiały się na praktyce – medytowaliśmy od 4 rano do 21, w całkowitym milczeniu, bez możliwości czytania jakichkolwiek książek, bez możliwości pisania, czy oglądania filmów albo słuchania muzyki. Nic. Całkowita dieta informacyjno – komunikacyjna. I tak przez 10 dni. Nie wszyscy dotrwali do końca, nie wszyscy byli na coś takiego gotowi. Dzięki temu doświadczeniu poznałam bliżej swój umysł i to jak on funkcjonuje. Jeżeli jest nieujarzmiony, to staje się bestią, która przejmuje całkowitą kontrolę nad Tobą, sprawia, że ego rośnie i staje się coraz potężniejsze, przestając szanować pozostałe filary człowieczeństwa. W takim rozregulowaniu bardzo trudno usłyszeć swoją intuicję, która jest bardzo delikatna, często nieuchwytna i w ogóle nielogiczna, więc nie ma jak się dostać do głosu.

Praca ze swoim umysłem na początku jest czasochłonna i wymaga systematyczności oraz wytrwałości, ale efekty daje genialne. Ten filar człowieczeństwa jakim jest umysłowość w dzisiejszym pędzie, często może być przyczyną utraty równowagi. Trzeba nad nim zapanować, umieć obserwować co się dzieje, poznać prawa nim rządzące. To wręcz tak jak siłownia, fitness dla umysłu, trzeba go ćwiczyć. Jest to jednostka centralnego sterowania człowieka. I trzeba nauczyć się z nim współpracować, jednak gra warta jest świeczki. To umysł przecież zabiera nas non – stop w podróż do przeszłości, której nie możesz już zmienić albo do przyszłości, która jeszcze nie istnieje i tym samym nie pozwala nam na bycie tu i teraz.

SPOSÓB: Rano: 5 – 15 minut poobserwuj własny oddech. I myśl tylko o oddechu. Całą uważność skup tylko na jednym fragmencie ciała – na nosie i poczuj jak powietrze wpada i wypada. Utrzymuj koncentrację umysłu tylko na tym. Ważne: gdy się zorientujesz, że myślami znowu jesteś gdzieś indziej, to ok, nie denerwuj się, tylko jako obserwator wróć do obserwowania oddechu.
Wieczorem: gdy już jesteś w łóżku przed zaśnięciem, przewiń w umyśle cały dzień jak film, do tyłu, do momentu przebudzenia się rano.

Wracając do równowagi nie wolno, nie należy wprowadzać wielkich zmian czy na dodatek kilku równocześnie, bo nasza podświadomość musi się do tego przyzwyczaić. Może niektórym udaje się na początku mocno dokręcić śrubę i jakiś czas to działa, ale potem nadchodzi zmęczenie i wracamy z powrotem do dawnych nawyków.
Dodatkowo pewnych swoich cech nie zmienimy, trzeba je pokochać. U mnie na przykład jest to zamiłowanie do mówienia i do pisania – choćbym się nawet bardzo starała robić to inaczej, to i tak ta forma jest dla mnie naturalna, więc nie ma sensu tego zmieniać i dokręcać śruby tylko zmienić to w zaletę. Bo inaczej może wyjść z tego coś takiego jak dawniej robiono dzieciom w szkołach: dzieciak leworęczny, a tu go uczą na siłę prawą ręką pisać. Po pierwsze czuje się gorszy, brzydziej pisze, wszystko inne i tak robi lewą ręką, a nie na prawą. Więc pewnych rzeczy i tak w sobie nie zmienimy, trzeba je znaleźć, zaakceptować i polubić.

3. EMOCJONALNOŚĆ

Przyjrzyj się emocjom. Tutaj też jest cała masa metod, jak nimi zarządzać i czy da się je kontrolować. Emocje tak naprawdę dostarczają nam bardzo wielu wytycznych, na co w danym momencie zwrócić uwagę w życiu.

Więc działanie, które daje dobre efekty, polega na tym aby zastanowić się, poobserwować, co najbardziej nas boli, co wywołuje ciągle te same łzy. Pracowałam tutaj jedną bardzo prostą metodą i w zasadzie do tej pory ciągle z niej korzystam. Metoda jest prosta do opowiedzenia ale bardzo trudna do zastosowania, taka „tylko dla odważnych”. Polega na tym, żeby brać wszystko na żywca, bez znieczulania. Nie uciekać. Ja to nazywam delektowaniem się bólem, a on wtedy jakby się zmniejsza i potem zanika w końcu sam. Tak jak się pojawił, tak odejdzie.

Akceptacja tego co czujesz, daje Ci poczucie wewnętrznej spójności. Przykładowo jeżeli czujesz smutek, to go poczuj naprawdę, nie udawaj, że wszystko jest w porządku, nie przykrywaj go sztucznym uśmiechem, ale też nie spychaj tego uczucia w głąb swojej duszy. Po prostu je przeżyj, bez dodatkowego lęku, że to będzie boleć. Ból jest tak samo naturalny jak śmiech. Nie należy uciekać od swoich własnych emocji. Jest to trudne, bo w dzisiejszym świecie robimy wszystko aby nie czuć bólu, poza tym w codziennym pędzie brakuje nam czasu, na przeżycie własnych emocji, zwłaszcza tych mniej dobrych. No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo od razu.

Pierwsza sytuacja w której zaczęłam odkrywać, że to tak działa jest związana z porodem. Wszyscy wokół straszyli, że to ciężkie chwile. A ja nie chciałam od tego uciekać, tylko chciałam świadomie przejść przez to doświadczenie. Wzorowałam się na postawach mojej mamy i babci, które też rodziły tzw. „siłami natury”. Chciałam więc sprawdzić, co ta natura mi przyniesie. Może dlatego, że miałam takie nastawienie i podejście, to mogę te chwile (miały miejsce dwa razy) wspominać jako najpiękniejsze doświadczenie życiowe. Doświadczasz cudu tworzenia i dawania nowego życia. Jeszcze godzinę temu tej duszyczki nie było widać dla wszystkich na tej naszej planecie, a teraz już jest razem z nami. W tym samym czasie rodzi się matka, rodzi się ojciec, rodzą się rodzice.

Zatem, warto świadomie pozwolić sobie na doświadczenie bólu, bo on w sumie czemuś służy. Jest naturalny. Wszystko ma swoją przyczynę. Tutaj nie warto iść na skróty.

Często ludzie udają, że nic się nie dzieje, a w głębi duszy płaczą. Często się uśmiechają, a w środku drżą ze strachu. A coś takiego znowu nam zabiera balans i równowagę, bo tracimy energię na trzymanie pozorów. Utrzymywanie tych masek pożera naszą energię. Najlepiej było by nie nosić żadnych masek i być po prostu SOBĄ. Będąc sobą najłatwiej jest utrzymać równowagę w życiu. Z drugiej strony, utrata równowagi jest sytuacją, którą ja wykorzystałam między innymi do tego, aby lepiej poznać siebie. Musiałam poznać swoje potrzeby w każdym z czterech filarów człowieczeństwa: fizyczności, umysłowości, emocjonalności i duchowości.

4. DUCHOWOŚĆ

Jakie zadanie ma na ziemi do wykonania nasza dusza? Jest takie powiedzenie: „Ciekawe co Ci w duszy gra”? Albo mówi się: „w zdrowym ciele zdrowy duch”. A może jest odwrotnie? Może to zdrowy duch daje zdrowe ciało, bo jak dusza cierpi to ciało też cierpi.

Może warto zacząć szukać swojej misji, swojej pasji, powołania swojej duszy. I może warto pójść za tą wewnętrzną tęsknotą pomimo logicznego oceniania umysłu, że to głupota iść za głosem duszy.

Jakby na to nie patrzeć, dusza wydaje się być potężniejsza niż umysł, choćby z tego powodu, że umysł umiera, a dusza idzie dalej… do nieba ;-)

I tutaj też są powiedzenia „To prawdziwy raj na ziemi”, „czuję się jak w raju”. A może to nie są powiedzenia tylko to jest PRAWDA? Sami sobie tworzymy albo raj albo piekło. Może nie ma żadnego nieba po śmierci, tylko jest kolejny etap, kolejne życie, a może jeszcze coś innego, czego nie wiemy, bo stamtąd nikt jeszcze nie wrócił. Może więc warto zadbać o swój własny raj na ziemi i sobie go po prostu stworzyć w swoim życiu. Wcale to nie jest takie proste i szybkie do zrobienia, jednak na pewno możliwe.

Widać to niejednokrotnie po bogatych ludziach, część z nich wcale nie wygląda na szczęśliwych, spokojnych czy zbalansowanych. Są zestresowani i nieszczęśliwi. Ale jak się dobrze rozejrzeć to są wśród tych ludzi i tacy, którzy są szczęśliwi, używają pieniędzy aby realizować swoje pasje, swoje wizje, marzenia, z boku patrząc wygląda to, jakby przychodziło im to lekko, tworzą lepszy świat, pomagają innym tworzyć lepsze życie.
Jednak to nie stało się w miesiąc. Oni włożyli w to sporo wiedzy, pracy, wytrwałości i na pewno pasji.

Odnalezienie powołania swojej duszy lub swojej życiowej misji to praktycznie zadanie na całe życie. Prostym ćwiczeniem, które będzie Cię do tego przybliżać, jest zadawanie sobie cały czas pytania: Dlaczego robię to co robię? Po co ja to robię? Jaki to ma dla mnie sens? Co jest dla mnie najważniejsze? Na czym mam się w życiu skupić? Pierwszą wersję odpowiedzi na te pytania warto zapisać. I kontynuować zadawanie sobie tych pytań dalej, w kółko. Z czasem zacznie się przebijać prawda.

Kiedy ja spisałam swoją pierwszą wersję odpowiedzi na te pytania, zaczęło powoli do mnie docierać, że chociaż wypisałam co jest dla mnie najważniejsze, to gdy spojrzałam na ostatni tydzień, to nie spędziłam w tym czasie ani jednej godziny na sprawach, które sama wypisałam, że były dla mnie najważniejsze!!! Obserwując siebie w kolejnym tygodniu, również. Nie miałam na te ważne sprawy czasu! Kompletnie brakowało równowagi, między tym moim myśleniem a działaniem. Brak spójności. Chcę jednego, a robię coś zupełnie innego. Szok! Jednak tak może wyglądać właśnie pierwszy krok do równowagi. Uświadomiłam sobie, że wcale nie jest tak, jak myślę, że jest. Dzięki temu ćwiczeniu wiedziałam już, że chcę dojechać do Warszawy, ale nie startuje - tak jak mi się wydawało - z Katowic, tylko z drugiej półkuli.

To jak mapa i kompas. Ani mapy nie zmienisz ani kompas nie zmieni zasady działania. To ja musze się zebrać i przygotować na trochę dłuższą podróż niż myślałam.

Czasami wydaje mi się, że z życiem może być tak jak z wiosennymi porządkami. Trwają dłużej niż bieżące sprzątanie, potrzeba więcej energii do tego, zapadają decyzje: czego się pozbyć, z czego już dzieci wyrosły i co jest już nie potrzebne, bo się wysłużyło, co z tym można zrobić? A to prowadzi do kolejnego kroku jakim jest…

5. PRZESTRZEŃ WOKÓŁ

Zadbaj o przestrzeń wokół Ciebie. Fajną metaforą może być „co wewnątrz to na zewnątrz”. Popatrz co Cię otacza, jakie rzeczy, jakie dekoracje i ozdóbki. Popatrz na nie w kontekście z czym Ci się kojarzą, co czujesz jak na te rzeczy patrzysz, jakie wspomnienia wracają. Czas się uwolnić od tego wszystkiego, co wywołuje emocje jakich nie chcesz. Ja na przykład będąc na tym etapie stopniowo składałam do skrzyni każdą rzecz, która była nakryta jakimś cieniem, no bo po co miałabym do tego wracać. Uzbierałam trzy skrzynki różnych gadżetów i zapełniaczy przestrzeni czy prezentów. Czasami nawet te przedmioty, które nabyliśmy sami z czasem przestają się nam podobać, ale trzymamy je z przyzwyczajenia. Warto co jakiś czas zrobić gruntowny przegląd tego, co nas otacza i regularnie pozbywać się tego, co już nam nie służy, aby zrobić miejsce na nowe.

6. NATURA

Połącz się z naturą, czerp z niej, wystaw świadomie twarz do słońca, poczuj wiatr na ciele, ciesz oczy pięknymi roślinami, kolorami, obserwuj niebo czy gwiazdy nocą.

Pamiętam, że w czasie, kiedy odzyskiwałam moją równowagę zauważałam tyle tęcz, że zastanawiałam się jak to możliwe, że co chwilę widzę tęczę na niebie, a wcześniej przez całe lata w ogóle ich nie było. Albo w maju zauważyłam, że piękne zielone łąki, a zwłaszcza trawa u mnie przy domu, jest ozdobiona żółtymi mleczami i na tle błękitnego nieba to wygląda bajecznie. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy wyszłam późnym popołudniem na zieloną trawkę, patrzę….. i nie mogę się nadziwić, kto nam powyrywał wszystkie żółte mlecze??? Nie ma ani jednego! Ale podchodzę bliżej, patrzę… są! Tylko wszystkie zwinęły kwiatostan znowu w pąk i poszły spać ☺ Ja w życiu tego nie byłam świadoma, może dlatego, że nigdy nie miałam czasu aby to zauważyć.

To doświadczenie uruchomiło we mnie ogromną ciekawość co jeszcze odkryję i zobaczę swoimi oczami. Zostało mi to do teraz, że zachwycam się tym, czym nasza natura nas otacza. Teraz uwielbiam zwiedzać ciekawe miejsca i sama nie wiem, co bardziej: czy wytwór ludzkiego geniuszu w postaci nowoczesnych, czy zabytkowych budowli czy też dzieł natury i jej potęgi.

7. ZNAJDŹ PASJĘ

Szukać takich zajęć, tematów, które Cię pochłaniają, jak w nich jesteś to czas zanika, czujesz po prostu radość że to robisz. To może być cokolwiek, byleby to lubić i najlepiej robić to często . Tutaj nie chodzi, żeby znaleźć cos ostatecznego od razu tylko żeby sprawdzać.

Ja na przykład lubię gotować, wymyślać nowe dania, ale na początku w głowie miałam myśli: to marnotrawstwo czasu i tylko „kury domowe” gotują obiadki i potem po nich sprzątają. Jak masz podobnie, to już jesteśmy „ugotowane” bo mamy brak spójności i nasza równowaga już nam umyka. Z jednej strony lubimy cos robić ale z drugiej strony źle o tym myślimy. Dążenie do spójności to dążenie do równowagi. Na szczęście jest na to sposób.

Szukaj swojej pasji, zrób sobie listę rzeczy, które lubisz robić i nie przejmuj się, że Twój umysł albo emocje z tym związane będą „wyśmiewać” Twoje pomysły, myśli będą zabierać Twoją równowagę, bo wrzucają na przykład poczucie winy, że zamiast zrobić coś wartościowego to Ty gotujesz.

Po zrobieniu takiej listy, okazało się, że uwielbiam innych ludzi, uwielbiam bawić się, śmiać, przebywać z ludźmi, jednak gdy tak spędzałam swoje chwile, to potem miałam wyrzuty sumienia, że znowu zmitrężyłam czas, nic konkretnego nie zrobiłam. Więc znowu: zamiast zadowolenia z tego, że było wspaniałe spotkanie, poznałam wartościowe osoby to umysł podrzucał opinie: zmarnowany czas, bezproduktywny. To było tylko takie gadanie, żadnych konkretów.

Aby sobie to poukładać, wyciągnęłam na powierzchnię cytat znany każdemu praktycznie: „Na początku było słowo”. I tego się trzymam ☺
Po zrobieniu takiej kolejnej już listy, widać że często po prostu tracimy równowagę pomiędzy własnymi myślami, a tym co daje nam faktyczną radość.

W kolejnym wpisie przybliżę ten właśnie element związany z naszą osobistą pasją.
Trwa ładowanie komentarzy...